Tadeusz Markowski

Refleksje na tle debaty kongresowej V Kongresu Urbanistyki Polskiej
połączonego z XIII Kongresem Związku Miast Polskich

 

Wybrane przez Radę Programową przewodnie hasło Powrót do Centrum do końca Kongresu wzbudzało emocje. Czy jest sens wracać do centrum? Kto ma wracać? Czy raczej należy mówić o powrocie do miasta, a nie do jego centrum, etc. Niby wiemy, co znaczy „centrum” od strony semantycznej, ale w odniesieniu do miasta podkładamy pod to słowo różne fizyczne wyobrażenia oparte na własnym doświadczeniu. Każde miasto jest inne, więc inne jest też jego centrum. Nie ma w środowisku urbanistów, architektów i włodarzy miast uzgodnionego pojęcia „centrum miasta”. Ta dyskusja zapewne nie będzie miała końca, bo nieznany jest nam stan docelowy miasta. Tym bardziej jeśli mówimy o mieście jako kategorii społecznej czy ekonomicznej – pewnym konstrukcie cywilizacyjnym, związanym z ewolucją człowieka, a nie o konkretnym mieście, które może zniknąć z mapy świata, bo odeszli z niego ludzie. Właściwie to dobrze, że pojęcie to jest nadal inspirujące dla szerokich środowisk zawodowych i społecznych, ponieważ jest źródłem zdobywania wiedzy niezbędnej do budowania lepszej przyszłości.

Jesteśmy świadomi, że współczesne miasto istotnie się zmieniło: technologicznie, ekonomicznie, przestrzennie, politycznie, a więc z natury rzeczy muszą zmienić się jego funkcje i zagospodarowanie – także w centrum. Problem w tym, że od strony przestrzennej procesy przekształceń w centrum przebiegają w innym tempie i w każdym mieście nieco inaczej. Jako przyczyny tego zjawiska można wymienić m.in. kolizyjność interesów i funkcji, spekulacje terenami i obiektami, naturalną inercję struktur przestrzennych, konfliktowość procesów budowlanych, zaszłości historyczne, uwarunkowania ustrojowe, etc. Okazuje się, że adaptacyjne przekształcenia strefy wewnętrznej do współczesnych wyzwań nie mogą się odbywać sprawnie bez zdecydowanej publicznej interwencji. Obszar ten jest bowiem szczególnie wrażliwy na współczesne skutki rozwoju cywilizacyjnego. Jest bowiem nie tylko obszarem skoncentrowanych ubocznych skutków ułomnego zglobalizowanego rynku nieruchomości, ale też często – ze względu na złożoność – polem doświadczalnym weryfikującym zdolność władzy publicznej do adekwatnej interwencji w procesy przekształceń.

Dziedzictwo kulturowe to kolejny wątek, który staraliśmy się przedstawić i przypomnieć na Kongresie, a konkretnie wykazać, że w jego ramach należy umieścić miasto, a szczególnie jego centrum. Środowisko miejskie kształtuje bowiem system wartości w interaktywnym procesie kontaktów człowieka z otaczającą go strukturą przestrzenną. Jacek Purchla podkreślał, że trzeba na dziedzictwo patrzeć kreatywnie i wykorzystywać je na rzecz zrównoważonego rozwoju. Uproszczona, ochroniarska (konserwatorska) polityka odchodzi do lamusa. Paradygmatem staje się sustensywne korzystanie z dziedzictwa, tj. korzystanie, ale z zachowaniem jego walorów – także w określonej formie – dla przyszłych pokoleń. W stosunku do centrum miasta możemy to zdefiniować jako rozsądne i umiejętne zachowanie kulturowego materialnego dziedzictwa centrum jako szczególnego zasobu rozwojowego, z którego co prawda nie potrafimy jeszcze w pełni skorzystać, ale nie powinniśmy zaprzepaścić tego zasobu dla przyszłych pokoleń. Przez analogię możemy to porównać do strategii zachowania bioróżnorodności, będącej nie tylko podstawą trwania życia na naszej planecie, ale także szansą przyszłych możliwości rozwoju i zaspokajania nowych potrzeb człowieka. W polityce ochrony dziedzictwa kulturowego winno zatem występować dążenie do równowagi dwóch pozornie sprzecznych strategii: stymulacji rozwoju i zachowania szczególnych zasobów dla przyszłych pokoleń, być może nawet kosztem obecnego wzrostu gospodarczego. Za taki wybór sustensywnego użytkowania dziedzictwa przez sektor prywatny i społeczności lokalne odpowiada interweniujący system polityczny.

Na Kongresie podniesiono też ważną kwestię związaną z istotą i celem planowania przestrzennego. Ewa Kipta i Krzysztof Domaradzki wyraźnie udowadniali, że celem planowania przestrzennego jest realizacja i ochrona interesu publicznego, a nie tylko wyważanie interesu prywatnego i publicznego, jak się nam często wmawia. Wyważanie interesów prywatnych i publicznych wydaje się być tylko środkiem do osiągania celów wspólnych, jakim jest choćby rozwój zrównoważony (sustensywny). Tworzenie warunków do rozwoju sektora prywatnego jest też celem publicznym, a więc istotną rolę odgrywa umiejętność i poprawność zdefiniowania interesu publicznego tak na poziomie krajowym, jak i lokalnym. Polskie prawo nie uznaje jednak możliwości definiowania w planach zagospodarowania przestrzennego (jako swoistego wyrazu prawa lokalnego) celów społeczności lokalnej – co jest przecież istotą systemu samorządowego – innych niż zakłada to ustawa o gospodarce nieruchomościami. Ogranicza to realizację interesów celu publicznego na poziomie lokalnym przez brak możliwości zastosowania specjalnych instrumentów, np. prawa pierwokupu czy wywłaszczenia nieruchomości. Być może z tego też względu polskim planistom przestrzennym nie jest dobrze znana ekonomiczna koncepcja dobra publicznego, a zasady sprawiedliwości społecznej są generalnie ignorowane w praktyce planistycznej odnoszącej się do sfery gospodarki nieruchomościami.

W świetle prezentowanych na Kongresie wystąpień za pozytywne należy uznać, iż znacząco poprawiła się skuteczność i trafność realizowanych inwestycji publicznych. Na uwagę zasługuje kompleksowy punkt widzenia włodarzy miast oraz postrzeganie związków między budową infrastruktury i rozwojem gospodarczym. Samorządy prezentowały śmiałe i duże projekty oraz coraz wyższe umiejętności ich realizowania. Jest to pozytywne zjawisko, ponieważ wiedza i doświadczenie samorządowej administracji będzie z pewnością ważnym i trwałym kapitałem instytucjonalnym oraz dodatkowym źródłem podnoszenia ich konkurencyjności. Doświadczenia z poprzedniego okresu programowania oraz nowe projekty finansowane ze środków UE wskazują na istotne postępy w kompleksowym podejściu do rewitalizacji. W tej dziedzinie - trzeba przyznać - że samorządy miast dokonały ogromnego skoku jakościowego. Nabyta wiedza i umiejętności, jak również opracowane plany są bezsprzecznie dużym osiągnięciem i pozwalają sądzić, że środki z funduszy strukturalnych zostaną w Polsce maksymalnie dobrze wykorzystane.

Idea powrotu do centrum i regeneracji miast nie będzie jednak realna – wbrew politycznym deklaracjom – jeśli nie nastąpią zasadnicze zmiany systemowe w sferze funkcjonowania gospodarki przestrzennej. Sfera ta wymaga kompleksowej zmiany w podstawach prawnych i ekonomicznych, z czytelnie określonym docelowym modelem regulacyjnej funkcji planowania przestrzennego wzmacniającego zrównoważony ekologiczne rozwój miast przez koordynacje procesów urbanizacji na wszystkich poziomach terytorialnej organizacji kraju. Obecne rozwiązania prawne na rzecz rewitalizacji obszarów miejskich wydają się być tylko cząstkowymi ułatwieniami przygotowanymi pod kątem absorpcji środków finansowych z UE bez właściwego powiązania z efektami trwałego rozwoju. Brak systemowych zmian adekwatnych do współczesnych wyznań globalizacyjnych i technologicznych grozi w dłuższym okresie poważnymi i kosztownymi zaburzeniami w procesach regeneracji naszych miast. Powrót do centrum, a szerzej mówiąc – trwała regeneracja miast wymaga przebudowania systemu stosunków własnościowych w odniesieniu do gruntów, obiektów i rzeczy oraz sposobów użytkowania dóbr wspólnych, które są powiązane z lokalizacją. Spełnienie tego postulatu oznacza ustrojową rewolucję w odniesieniu do samorządów naszych miast i obszarów metropolitalnych. Obserwacje nad systemami miejskimi i liczne doświadczenia międzynarodowe wskazują, że takie zmiany są niezbędne, a w Polsce tym bardziej istotne, o ile chcemy zachować szanse na szybki rozwój w oparciu o własne środki w następnym okresie programowania.